Połowa XIX w. to świat bez Polski, to również czas gwałtownych i krwawych przemian przetaczających się przez Europę, zwanych w podręcznikach Wiosną Ludów. Zamieszanie, walki, podważanie fundamentów, na których przez lata stał ten kontynent, trwały w najlepsze. Tymczasem w grudniu 1853 r., siedząc w swym paryskim mieszkaniu, młoda Polka sięgnęła po pióro, by napisać jeden z najważniejszych listów w swoim życiu.
„Otóż masz Papa wnuka 55 centymetrów długiego i prawie równie grubego. Je, śpi i krzyczy…” – donosiła z dumą.
Autorką tych słów była Jadwiga z Działyńskich Zamoyska, która informowała przebywającego w Poznaniu ojca o narodzinach wnuka – Władysława. Chłopiec napełnił dom radością, która niestety nie trwała długo. Wkrótce jego aktywni na polu walki o wolność Polski rodzice wyruszyli do Turcji, gdzie zaangażowano ich politycznie w przebieg wojny krymskiej. W ten sposób mały obywatel Francji dostał się na ziemię swych polskich przodków, gdzie pod okiem zakochanych w nim dziadków – Celestyny z Zamoyskich i Tytusa Działyńskiego, twórcy Biblioteki Kórnickiej – spędził pierwsze dwa lata życia.
Ten ginący w niepamięci każdego człowieka okres wypełniony był w jego przypadku malowniczym krajobrazem Wielkopolski i rodzinnymi historiami. Władyś – jak zwykli zwracać się do niego najbliżsi – rósł wśród ludzi światłych i inteligentnych, pełnych pasji, miłości do Boga i ojczyzny, szczerze oddanych temu, w co wierzyli. Zgodnie z maksymą verba docent, exempla trahunt (słowa uczą, przykłady kształcą) – chłopiec nie tylko słuchał tych, którzy go kochali, ale jednocześnie chłonął ich ideały oraz zaangażowanie.
